3:00?
Podobno to Co pisze to wymuszony szit. Serio, Sherlocku?
Tak sobie myślę, że mimo przemokniętych butów, to był świetny początek nowego roku. Miałam sukienkę i świetne towarzystwo, miałam tańce, miałam fajerwerki. Miałam sylwestra takiego jaki powinien on być. Dzięki.
Zauważyłam u siebie pewną skłonność, która pogłębia się z wiekiem. Lubuję się w rozpoczynaniu wszystkiego. Może to być rozpoczynanie wielkiego przedsięwzięcia (choć takich jest pewnie najmniej, o ile w ogóle są), przygody, mniejszego przedsięwzięcia (takie tam wymysły typu: "narysuję Wojewódzkiego", "kupię wreszcie balsam", "zrobię coś z kupą ubrań na krześle, której widok kaleczy każdego dnia moje poczucie estetyki"), nawet drobnych czynności codziennych (wstanę wcześniej i zrobię to, to, to i może jeszcze tamto) i niecodziennych (takie głupoty w przypływach jakichś sentymentalnych nastrojów - pisanie pamiętnika, robienie ludzików z plasteliny, cholera, nawet uzupełnianie zeszytów z aforyzmami). Oczywistym jest, że niczego nie kończę. Czasem ze strachu przed efektem, czasem z lenistwa, czasem po prostu zapomnę, a czasem jeszcze nie wiem nawet, dlaczego. Teraz z pewnością też tak będzie. Można tylko stawiać zakłady, jak szybko.
Mając na karku niemalże osiemnaście lat, po raz pierwszy w życiu powzięłam tzw. postanowienie noworoczne. Nie chodzi o zwalczenie brzydkiego nawyku zaczynania wszystkiego i porzucania na różnych etapach realizacji. Niebanalna rzecz: naprawiam swoje błędy. To takie śmieszne jest dla mnie samej, że robię to od Nowego Roku. Po prostu czuję się ze sobą niezbyt dobrze, bo nie zdarzyło mi się nigdy aż tyle rzeczy spieprzyć, a eksperyment pt. "Jakoś to będzie" nie powiódł się.
Reasumując noworoczne wypociny, mogłabym złożyć tutaj jakieś nędzne życzenia noworoczne jako zapychacz, ale jeśli chodzi o moje ogromniaste grono czytelników (hm, jakieś 3 osoby?), to mogę spokojnie dotrzeć do nich indywidualnie. Także nie życzę wam szczęśliwego Nowego.
Mając na karku niemalże osiemnaście lat, po raz pierwszy w życiu powzięłam tzw. postanowienie noworoczne. Nie chodzi o zwalczenie brzydkiego nawyku zaczynania wszystkiego i porzucania na różnych etapach realizacji. Niebanalna rzecz: naprawiam swoje błędy. To takie śmieszne jest dla mnie samej, że robię to od Nowego Roku. Po prostu czuję się ze sobą niezbyt dobrze, bo nie zdarzyło mi się nigdy aż tyle rzeczy spieprzyć, a eksperyment pt. "Jakoś to będzie" nie powiódł się.
11 stycznia 2011