Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

pączek, jesień, ania i aparat.






Ho ho ho! Trochę czasu zleciało. Trochę wypadłam z wprawy. Trochę straciłam poczucie smaku. Ale wracam do gry. Prawko zdane to i czas na zdjęcia trzeba wygospodarować. Dlatego łapałyśmy dzisiaj ostatnie (względnie) ciepłe chwile jesieni.

Przeczytałam, że jeżeli chce się być dobrym, to nic nie stoi na przeszkodzie i zawsze, ale to zawsze można zacząć wszystko od początku i bycie dobrym można zacząć ot tak, troszkę zapominając o przeszłości, jednocześnie wyciągając z niej gruntowne wnioski. To chyba zacznę sobie, znowu.


12 listopada 2011

na fali umierania.



 Połowinachy:










Nie czytam książek, ani gazet, nie oglądam filmów, nie sypiam za wiele, nie wyglądam ładnie. Ale chodzę i gadam. Więc chyba można przyjąć, że ciągle żyje. Bo wszystko inne powolutku sobie umiera przez zimą. Taka śmiercionośna pora.

piździernik.



Tak, tak, to wyżej to mój osobisty Robbie Wiliams.
Nie piszę za wiele, nie robię za wiele zdjęć, w ogóle jestem tak nie-za-wiele. Jeśli więc obiecałam Ci jakieś zdjęcia to przyciśnij mnie, pisz, dzwoń, bo ja chce, tylko czasem w zły sposób.



22 października 2010