Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

slovakia part.2









Wrzesień.
Jeszcze wczoraj wieczór czuć było sierpień, nagrzany beton i słońce trzaskające po twarzy. Dziś nie dosyć, że nas zalało doszczętnie, to jeszcze powietrze zrobiło się przenikliwe, a każdy oddech powoduje lodowe szpilki wbijające się w płuca.
Niedługo jesień. Lubię szurać butami w opadłych liściach, a pierwsze przymrozki niosą ze sobą perspektywę niesamowitej frajdy deptania po zamarzniętych kałużach. Dobra, kłamałam. Z jesienią wiąże się szkoła. A poza tym zwyczajnie nienawidzę zimna, deszczu, szarości i pluchy.

O dziwo w tym roku szkoła okazała się być celnie wymierzonym policzkiem. Pobudziła i otrzeźwiła. 
Nagle jakby słońce zaczęło jaśniej świecić, ptaki głośniej śpiewać, kawa bardziej smakować, sen stał się spokojniejszy, nawet muzyka stała się jakby bardziej odczuwalna. Poczułam się, jakby ktoś wyciął mi wrzoda, który męczył mnie od dwóch lat. Wrzesień. 






5 września 2011

slovakia!






















Po takich wakacjach następuje niesamowity przypływ pozytywnej energii w pewnym stopniu powiązanej z faktem, że jest się te kilka kilo leżejszym i kilka kilo sprawniejszym.
Takie wyjazdy mają jakąś swoją magię. Świecą się nam oczy, świecą się gwiazdy, świecą się dzwoniące rozpaczliwie komórki, na które nikt nie zwraca uwagi. Magia, zechciałoby się rzec. Niestety to tylko połączenie nocy, braku snu, kilku złudzeń optycznych i paru wyrazistych zapachów. Wszystkiego, co przeminie wraz ze wschodem słońca, pozostanie tylko jakaś reszta, która jeszcze nie zdążyła umknąć. 
Idąc stromo pod górę w tym surowym upale, uświadomiłam sobie, że idealistyczny świat, jaki tworzy wyobraźnia to cios wymierzony w moje postrzeganie rzeczywistości. Bynajmniej nie chodzi tu o to, że chcę być księżniczką, czy tam skakać po chmurkach. Mam na myśli najbliższych - nie doceniam ich, bo w głowie mam inne, lepsze wyobrażenie, o tym jak to wszystko powinno wyglądać. Podświadomy niedosyt zbyt często kradnie moje zadowolenie z udanego spotkania, no i oczywiście wypełnia przekonaniem o niesprawiedliwości świata. Raz jestem tego świadoma bardziej, raz mniej, ale to mnie właściwie nie opuszcza.
Choć może to nie tak, że nie doceniam, tylko wciąż chcę więcej i więcej? Gdybym wkładała choć trochę wysiłku i zaangażowała się w zmienianie swojego świata, pewnie miałabym już ostrą zadyszkę i rozrusznik pod lewą piersią. Na (nie)szczęście ograniczam się tylko do snucia planów, myślenia i wzdychania. Ot, taki ze mnie leń. Jest okay. Niech sobie wieje nudą, jak musi. Poczekam na swój moment. 

To były udane wakacje, udane, po prostu.






28 sierpnia 2011

dla nas wieczność to za mało.

Cudowne cztery dni. I tak oto po raz kolejny wracam o 100% pozytywniejsza. No ale o to chyba w tym chodzi. 













I w tym momencie uroczyście obiecuję, że nigdy więcej nie powiem, że Krotoszyn to zadupie.














Tak mi się właśnie przypomniało, że zostawiłyśmy tam to płótno...

Wygrzebałam z szafy ciepłe rękawice, ubrałam dwie pary ciepłych skarpet, dwa ciepłe swetry, ciepłą czapkę, długi szalik, grubą kurtkę i wysmarowałam się kremami. Wyglądałam jak Eskimos i poruszałam się jak pingwin. Pełna dobrych chęci i przyjaźnie nastawiona do świata taszczyłam swój wspaniały aparat i bujałam się po górach. Do tego kupa wspaniałych ludzi, słońce i piękne widoki. Tak właściwie to chyba zdjęcia mówią wszystko co chciałabym powiedzieć. Było bajecznie. I chyba na tym powinnam zakończyć.



2 lutego 2011