Pojawiła się u mnie ostatnio przemożna ochota, by wyrzucić z siebie różne bzdury. I tym razem nie mówię tutaj o uczuciach i innych pochodnych, a raczej o moim punkcie widzenia na pewne sprawy. Konkretnie mam na myśli falę kultu maryjnego, która dosłownie ZALAŁA Krotoszyn. Peregrynacja!
Stragany z zestawami Maryjka + wstążki. Odwrotnie przywieszone flagi papieskie. Zablokowane drogi przez uliczne nabożeństwo liczące 50 osób. Rozpraszające kierowców napisy na każdej lampie. Obłudnie oklejone szyby w domach.
Śmierdzi fanatyzmem, kiczem i komercją.
Duchowe przeżycia miałam, ale takie, że już nawet przestaje dziwić to, że do Kościoła coraz bardziej mi nie po drodze.
Poza tym nie dzieje się nic. Wieje wiatr. Odgarniam włosy z oczu. Głupi wiatr.
O nie, pyta się mnie o drogę. Dżizas, łażą, szturchają, patrzą, nie patrzą i jeszcze - akurat mnie - pytają o drogę. Gdzie masz iść? Idź pan z duchem czasu, idź se na dno, idź torbami, nawet za ciosem se idź, bylebym ci nie musiała tłumaczyć jak tam trafić. Brzydko dzisiaj pada deszcz, brzydkie są kwiatki, brzydki widok z okna.
Jeśli chcesz, kochanie, to przychodź. Chętnie poznam. Ale ja po tobie naczyń zmywać nie będę.
Najprawdopodobniej nic nie pojawi się tutaj do czasu mojego powrotu z górskich podbojów na Słowacji. Po drodze czeka mnie jeszcze Woodstock, więc tak de facto nie mam kiedy wyskoczyć na jakąkolwiek sesje. Nie ma żalu, koniec sierpnia będzie zdjęciowo owocny. Taką mam przynajmniej nadzieje.
26 lipca 2011



0 komentarzy:
Prześlij komentarz