Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karolina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karolina. Pokaż wszystkie posty

urodzinowe niespodzianki.








 Taka niedzielna sesja. Jako modelka dzisiaj - Natalia. Makijaż zrobił Michu Urbaniak (ale on czaruje, no nie?), który razem z Karoliną przytrzymywał blendę (dodam, że nie byli w tym wybitni :D).
Cała sesja to prezent urodzinowy dla Natalii, którego Karolcia jest pomysłodawcą. Całej trójce wielkie dzięki za świetną robotę i fajne spędzone popołudnie. Jesteście wielcy!



27 maja 2012

koń bez uszu.

 Karolinowy dodruk:



Są teraz takie dni, że siedzisz, pijesz kawę a nagle wychyla się koń bez uszu w opasce rambo. Uśmiecha się do ciebie i wtedy wiesz, że wszystko będzie dobrze.



25 maja 2011

kusy przewrót, kamracie.






Bujana po domu bez ścian. 


"Kiedy kogoś kochamy i nie ma to sensu, stajemy się kanapką którą mama spakowała nam do szkoły w plecak i o której przypominamy sobie po tygodniu."



8 maja 2011

jest ciepło.

Musical.
                    bakstejdż:






                  treść właściwa:






                   oraz dorwani za kulisami:



Wiosna w terenie:






I na tym się kończy cała moja foto-wena. Tyle.

W moim (wojskowo)zielono-(groszkowym)zielonym pokoiku na dobre rozpanoszyły się pajęczyny. Wysłużoną tapicerkę miękkiego łóżka pokryła gruba warstwa kurzu. Herbata w wyszczerbionym kubku już wiele dni temu wystygła, osiadła brzydko na brzegach naczynia i zeszpeciła je, zostawiając ciemne ślady, których nikt nie ma ochoty doczyścić. Tulipany w szklanej butelce na stoliku upływ czasu zamienił w wysuszone badyle. Za stoliczkiem myszy uwiły gniazdko.
Właściwie to nawet nie jest mi wstyd, że zostawiłam ten pokoik na pastwę czasu. Nic nie wskazuje też na to, by ten stan miał ulec zmianie w najbliższej przyszłości. Teraz wpadam tylko na chwilę. Po to, by uchylić okno i wpuścić do środka trochę świeżego powietrza. Na pewno jeszcze tu wrócę, bo trzeba by usunąć ta gigantyczną hałdę ubrań z krzesła. Nie będę przecież tego miejsca wynajmować czy burzyć. Potrzebna mi odskocznia, taki awaryjny kawałek własnej przestrzeni, na wypadek, gdybym znudziła się wiosną.
Ciągle czuję taką palącą potrzebę opowiadania ludziom o swoim życiu, o sobie. Potrzebni mi ludzie, do których mogę mówić i którzy chcą mnie słuchać. Miejsce, w którym mogę się uzewnętrzniać, wyrzucać z siebie słowa, dławiące mnie od środka i domagające się ujścia. Z nie-pisaniem nie czuję się dobrze. Martwię się, bo wydaje mi się, że to, czego nie zdążę uwięzić w zapisanych słowach, bezpowrotnie tracę, przecieka mi to przez palce. Nie mogę wrócić do tego, co się działo i o czym nie napisałam. Zostają mi nędzne, wyblakłe i rozmyte obrazy w głowie. Z drugiej strony nie ma o czym mówić, a jeśli jest, to nie dla wszystkich ta wiedza.
Tak czy owak jest ciepło. I to aktualnie główny pozytyw.



29 kwietnia 2011

didżej wiadomka.






3:00?



Podobno to Co pisze to wymuszony szit. Serio, Sherlocku?
Tak sobie myślę, że mimo przemokniętych butów, to był świetny początek nowego roku. Miałam sukienkę i świetne towarzystwo, miałam tańce, miałam fajerwerki. Miałam sylwestra takiego jaki powinien on być. Dzięki.

Zauważyłam u siebie pewną skłonność, która pogłębia się z wiekiem. Lubuję się w rozpoczynaniu wszystkiego. Może to być rozpoczynanie wielkiego przedsięwzięcia (choć takich jest pewnie najmniej, o ile w ogóle są), przygody, mniejszego przedsięwzięcia (takie tam wymysły typu: "narysuję Wojewódzkiego", "kupię wreszcie balsam", "zrobię coś z kupą ubrań na krześle, której widok kaleczy każdego dnia moje poczucie estetyki"), nawet drobnych czynności codziennych (wstanę wcześniej i zrobię to, to, to i może jeszcze tamto) i niecodziennych (takie głupoty w przypływach jakichś sentymentalnych nastrojów - pisanie pamiętnika, robienie ludzików z plasteliny, cholera, nawet uzupełnianie zeszytów z aforyzmami). Oczywistym jest, że niczego nie kończę. Czasem ze strachu przed efektem, czasem z lenistwa, czasem po prostu zapomnę, a czasem jeszcze nie wiem nawet, dlaczego. Teraz z pewnością też tak będzie. Można tylko stawiać zakłady, jak szybko.
Mając na karku niemalże osiemnaście lat, po raz pierwszy w życiu powzięłam tzw. postanowienie noworoczne. Nie chodzi o zwalczenie brzydkiego nawyku zaczynania wszystkiego i porzucania na różnych etapach realizacji. Niebanalna rzecz: naprawiam swoje błędy. To takie śmieszne jest dla mnie samej, że robię to od Nowego Roku. Po prostu czuję się ze sobą niezbyt dobrze, bo nie zdarzyło mi się nigdy aż tyle rzeczy spieprzyć, a eksperyment pt. "Jakoś to będzie" nie powiódł się.


Reasumując noworoczne wypociny, mogłabym złożyć tutaj jakieś nędzne życzenia noworoczne jako zapychacz, ale jeśli chodzi o moje ogromniaste grono czytelników (hm, jakieś 3 osoby?), to mogę spokojnie dotrzeć do nich indywidualnie. Także nie życzę wam szczęśliwego Nowego.



11 stycznia 2011

po dupie.

Sylwestrowy Pącz.

Balony, krowa i Karina.

Cukiereczki.

Dupa gratis od życia. Właściwie to po dupie.


Jestem zajebista.
I nawet nie pytajcie o zdjęcia z sylw, bo wszystkie są beznadziejne.


fenomenty 2.

Napinka musi być.

Grunt, żeby błyszczeć.

Kapelusz Robinsona.

Thhru&dark.

Życie bywa trudne dla kaczek, zwłaszcza jeśli są zastraszone przed młode indyczątko.

Bo wy 'som oby dwa'.


Nie powiem, bo mile to wszystko wspominam. Bardzo.

fenomeny.


Ewidentnie od tego fenomenu trzeba zacząć, ot co.



Gotycko.



Lachon budzi się do życia.



Komary pożarły nogi.



Loczkersy, dla kontrastu z kolejnym fołto.



Kobieta wyzwolona.



I kałboj jako konkluzja.


I tak oto jestem po biwaku. Helenopol dał radę po raz kolejny.