slovakia!






















Po takich wakacjach następuje niesamowity przypływ pozytywnej energii w pewnym stopniu powiązanej z faktem, że jest się te kilka kilo leżejszym i kilka kilo sprawniejszym.
Takie wyjazdy mają jakąś swoją magię. Świecą się nam oczy, świecą się gwiazdy, świecą się dzwoniące rozpaczliwie komórki, na które nikt nie zwraca uwagi. Magia, zechciałoby się rzec. Niestety to tylko połączenie nocy, braku snu, kilku złudzeń optycznych i paru wyrazistych zapachów. Wszystkiego, co przeminie wraz ze wschodem słońca, pozostanie tylko jakaś reszta, która jeszcze nie zdążyła umknąć. 
Idąc stromo pod górę w tym surowym upale, uświadomiłam sobie, że idealistyczny świat, jaki tworzy wyobraźnia to cios wymierzony w moje postrzeganie rzeczywistości. Bynajmniej nie chodzi tu o to, że chcę być księżniczką, czy tam skakać po chmurkach. Mam na myśli najbliższych - nie doceniam ich, bo w głowie mam inne, lepsze wyobrażenie, o tym jak to wszystko powinno wyglądać. Podświadomy niedosyt zbyt często kradnie moje zadowolenie z udanego spotkania, no i oczywiście wypełnia przekonaniem o niesprawiedliwości świata. Raz jestem tego świadoma bardziej, raz mniej, ale to mnie właściwie nie opuszcza.
Choć może to nie tak, że nie doceniam, tylko wciąż chcę więcej i więcej? Gdybym wkładała choć trochę wysiłku i zaangażowała się w zmienianie swojego świata, pewnie miałabym już ostrą zadyszkę i rozrusznik pod lewą piersią. Na (nie)szczęście ograniczam się tylko do snucia planów, myślenia i wzdychania. Ot, taki ze mnie leń. Jest okay. Niech sobie wieje nudą, jak musi. Poczekam na swój moment. 

To były udane wakacje, udane, po prostu.






28 sierpnia 2011

fanatyzm, kicz i komercja.



Pojawiła się u mnie ostatnio przemożna ochota, by wyrzucić z siebie różne bzdury. I tym razem nie mówię tutaj o uczuciach i innych pochodnych, a raczej o moim punkcie widzenia na pewne sprawy. Konkretnie mam na myśli falę kultu maryjnego, która dosłownie ZALAŁA Krotoszyn. Peregrynacja!
Śmierdzi fanatyzmem, kiczem i komercją.
Duchowe przeżycia miałam, ale takie, że już nawet przestaje dziwić to, że do Kościoła coraz bardziej mi nie po drodze.
Poza tym nie dzieje się nic. Wieje wiatr. Odgarniam włosy z oczu. Głupi wiatr.
O nie, pyta się mnie o drogę. Dżizas, łażą, szturchają, patrzą, nie patrzą i jeszcze - akurat mnie - pytają o drogę. Gdzie masz iść? Idź pan z duchem czasu, idź se na dno, idź torbami, nawet za ciosem se idź, bylebym ci nie musiała tłumaczyć jak tam trafić. Brzydko dzisiaj pada deszcz, brzydkie są kwiatki, brzydki widok z okna.



26 lipca 2011