hepi berfsdej majson.

To Majson. Zdjęcie zrobiła sama. Moim aparatem, jakże by inaczej.



Ogólnie to tego zdjęcia miało tu nigdy nie być, acz stało się tak, że świętuje dzisiaj urodziny Majki(przypadają na 7 grudnia, ale pomińmy to) i są. Także hepi berfsdej Majciaaa.
Mogłabym też rzucić zajebiście żenującą gadkę o przyjaciołach i skrzydłach, czy czymś w tym klimacie. Jednak po co? Każdy swoje wie.

holidej.

Mój sprzęt dał popalić. W efekcie okazało się, że wcale nie jest taki znowu zły. Ale przy takim świetle, no to większość by pozamiatała.

Rozmazało mi, a szkoda.

Jankes w zieleni.

Plastycznie, Mielon.

Trwonisz czas. Prawdopodobnie utknąłeś w martwym punkcie, nie wiedząc, po co i w którą stronę. I bardzo prawdopodobne, że generalnie i ja w takim punkcie siedzę, na zielonej trawce, w słońcu, w słynnych moich okularach, tak po prostu tkwię. Uroczyście więc przysięgam i obiecuję brak poprawy. Dalej mam zamiar zajmować się pierdołami, nic-nierobieniem, babraniem w pościeli, szukaniem sensu w wirujących liściach herbaty, spaniem do południa i ogólnym
leniwieniem się. Wakacje!
Powyższe foty pochodzą z Kupały mojej drużyny. Późno bo toczyłam walkę z Bloggerem, acz już dobrze. Wszystko działa jak powinno.